Skip to content

Bagan

Ze wszystkich miejsc, które miałam odwiedzić w Birmie ponownie, na Bagan czekałam z największymi wypiekami na twarzy. Wielki ukłon dla Oliego za wytrzymanie niekończącego się „Pokażę Ci to! A potem jeszcze tamto! A na zachód koniecznie pojedziemy tam!”. Dotarliśmy do Baganu przed wschodem słońca i po ciężkiej rozmowie z hotelowym recepcjonistą, dla którego słowa takie jak „booking” czy „phone” były niczym z innej planety, wypożyczyliśmy e-bike i ruszyliśmy na wschód na najsłynniejszą stupę – Shwesandaw.

dsc_9743
dsc_0814

Nie mieliśmy wielkiego szczęścia do czystych, słonecznych wschodów i zachodów słońca, ale kilka razy poszczęściło nam się i chmury rozeszły się w chwili, gdy słońce chowało się lub wyglądało zza horyzontu. Czy coś się zmieniło od zeszłego roku? Wydaje mi się, że w Baganie jest głośniej. Że jeździ trochę więcej taksówek, że na zachód na Shwesandaw przychodzi coraz więcej ludzi. Taka kolej rzeczy, trudno się na to zżymać, ale niejednokrotnie przyłapałam się na morderczych myślach, gdy piętnastu Chińczyków próbowało przekrzyczeć się nawzajem w miejscu, które wiele osób życzyłoby sobie kontemplować w ciszy.

dsc_0218 dsc_0234 dsc_0202dsc_0165dsc_0175dsc_0188dsc_0255dsc_0209dsc_0214dsc_0088 dsc_0346 dsc_0030 dsc_0381 dsc_0400

Pewnego wieczora, podążając wskazówkami miejscowego, którego spotkaliśmy w innej świątyni, odnaleźliśmy opuszczoną, zaniedbaną, ale całkiem wysoką pagodę. Odnaleźliśmy schody i wdrapaliśmy się najwyżej jak się dało. Nie było tam zupełnie nikogo, widok był niesamowity, ale po niecałej godzinie zachwytów, kiedy zdążyliśmy okrzyknąć tę świątynię absolutnie naszą i podekscytowaliśmy się faktem, że jednak można w samotności obejrzeć zachód słońca… usłyszeliśmy warkot silnika. I to nie jednego skutera, a ośmiu. Po chwili dzieliliśmy świątynię ze grupą ludzi w podobnym wieku, z jednego hostelu, którym to inny miejscowy zaproponował przewodnictwo do sekretnego miejsca. Na szczęście zrujnowali tylko końcóweczkę naszego prywatnego zachodu słońca i myślę, że niejeden wieczór można spędzić tam tylko w swoim towarzystwie.

dsc_0306dsc_0355dsc_0377 dsc_0505 dsc_0413

Mała przechwałka: wstaliśmy na każdy wschód słońca! Wszystkie cztery poranki rozpoczęliśmy przed 5:00 i dzielnie zwiedzaliśmy zakątki Baganu na skuterze. Sporządziliśmy plan, wyznaczyliśmy trasy i wykreślaliśmy odwiedzone świątynie, dzięki czemu zobaczyłam trochę więcej niż w zeszłym roku. Jednocześnie zauważyłam, że Bagan wywarł na mnie znacznie bardziej piorunujące wrażenie, gdy byłam tu po raz pierwszy. W tym roku mój odbiór tego miejsca był nieco inny, a na pewno inny niż odbiór Oliwera, co wcale nie znaczy, że gorszy. Dostrzegłam więcej szczegółów, chyba troszkę bardziej kontemplowałam otoczenie i nie natrzaskałam zdjęć w absurdalnych ilościach, co jest w moim przypadku niezwykłe. Wciąż jednak byłam całkowicie oczarowana, bo po prostu nieodwracalnie straciłam dla Baganu głowę.

dsc_0530-3dsc_0505dsc_0609dsc_0620dsc_0644dsc_0646dsc_0551dsc_9937dsc_9898dsc_9852dsc_9901dsc_9968dsc_9753dsc_9949dsc_9996dsc_0814dsc_0851dsc_0774dsc_0783dsc_0768-2dsc_0790

I przeraźliwie smutna wiadomość na sam koniec. Kilka dni po naszym wyjeździe z Birmy, dowiedzieliśmy się, że w Baganie miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 6.8 w skali Richtera. Mnóstwo świątyń zostało zniszczonych, w tym jedne z najważniejszych: Sulamani, Dhammayangyi oraz, co doszczętnie złamało mi serce, moja ulubiona North Guni. Choć ogromnie chciałabym, aby odrestaurowali świątynie i przywrócili im utracony kształt, obawiam się, że Bagan może już nigdy nie wyglądać dokładnie tak, jakim go zapamiętałam. Na zdjęciu poniżej jesteśmy na North Guni.

dsc_9974

***
Gdzie byliśmy, co jedliśmy: Do Baganu przyjechaliśmy wygodnym, nocnym autobusem z Nyaungshwe, na miejscu byliśmy o 3:00 nad ranem. Zatrzymaliśmy się w Nyaung Oo w Zein Motel, gdzie serwowano najlepsze śniadanie na świecie. Po Baganie poruszaliśmy się w zasadzie wyłącznie dwuosobowym e-bikiem, który wypożyczyliśmy za 8000 kyatów. Stołowaliśmy się codziennie w Nyaung Oo, w prowadzonej rodzinnie knajpce Wonderful Tasty (czy ten bezsens gramatyczny nie jest uroczy?), gdzie za niecałego dolara można zjeść pyszne, wegetariańskie nudle.

***
  • Z ogromną przyjemnością czytam posty, ale i oglądam Twoje zdjęcia, zwłaszcza te z Birmy – to moje ogromne marzenie. I wcale nie przeszkadza mi, że jest ich z 5, bo są boskie :)! Straszne jest to, że po trzęsieniu ziemi już w tym stanie ich nie zobaczę. Mam nadzieję, że uda się odrestaurować świątynie!