Skip to content

Mingalabar, Burma! Mandalay

Droga z lotniska w Mandalay do centrum miasta wyglądała jak podrzędna droga donikąd. Krowy wchodziły pod samochody, tu i ówdzie kruszył się beton, ruch stanowiły głównie skutery i nieliczne ciężarówki. O Birmie czytałam dużo przed wyjazdem, byłam przygotowana na dużą dawkę nonsensu, ale i tak nie mogłam uwierzyć w to, że Mandalay to drugie co do wielkości miasto w Birmie. Drugie, bo największym jest Yangon, lecz żadne z tych dwóch nie jest stolicą. 6 listopada 2005 roku rządząca Birmą junta postanowiła jeszcze bardziej odciąć się od świata i przenieść stolicę z największego Yangonu do Naypyidaw, niewielkiego wówczas miasta w głębi kraju, a cała administracja została przeniesiona w środku nocy, o godzinie, jaką wyznaczył osobisty astrolog i wróżbita generała Than Shwe (serio!). Warto także wiedzieć, że oficjalna nazwa Birmy została zmieniona na Myanmar przez wojskową juntę, a stara nazwa używana jest przez opozycję w celu podkreślenia bezprawności rządów junty. Cała nowoczesna historia Birmy jest niezwykle interesująca i szokująca zarazem. W trakcie podróży zaczytywałam się w reportażu Emmy Larkin z wielkiej powodzi w 2008 roku, o działaniach dyktatury w tym tragicznym czasie i przeszłości, co pozwoliło mi trochę zrozumieć i spojrzeć na ten kraj w nieco bardziej świadomy sposób. Znalazłszy się więc w Birmie, państwie absurdalnej władzy i wspaniałych ludzi, przestawiliśmy zegarki o pół godziny i pomknęliśmy zapylonymi ulicami Mandalay jedną z niewielu taksówek, jakie czekały na pasażerów przed maleńkim lotniskiem pośrodku pustkowia.

DSC_6371 DSC_6344 DSC_6355 DSC_6377

Mandalay zwiedzaliśmy na rowerze. Poszukiwanie jedzenia skończyło się w lokalnej, dziwnej knajpce, w której pierwszy raz zderzyliśmy się z tradycyjnym, birmańskim jedzeniem. Na migi próbowaliśmy poprosić o jakikolwiek spis dostępnych dań, z miernym skutkiem, a jak się później okazało, w miejscach takich jak to nie zamawia się żadnego „dania”, posiłek jest jeden, a składa się z talerza ryżu i wielu maleńkich miseczek z podejrzaną zawartością. Spotkaliśmy się z takim jedzeniem jeszcze kilka razy i jakkolwiek dobrą wolę wykazywaliśmy, po prostu nam nie smakowało. Birmańska kuchnia obfituje w dziwne smaki, trochę polskie, trochę azjatyckie, można znaleźć kiszone jajka i warzywa, marynowane grzyby, dziwne mięso w formie gulaszu, bardzo intensywne sosy i jest to do tej pory jedyna azjatycka kuchnia, jaka zupełnie mi nie podeszła – w kraju, który pokochałam najbardziej ze wszystkich!

DSC_6323 DSC_6308 DSC_6329

Jasne plamy na twarzach Birmańczyków to thanaka – starte drewno przerobione się na specjalny puder. Zdobi twarz wszystkich kobiet i niektórych mężczyzn w Birmie. Dowiedzieliśmy się, że thanaka pierwotnie chroniła przed słońcem, a obecnie spełnia także funkcję ozdobną, jako makijaż. W internetach wyszperałam, że mężczyźni noszący na twarzy thanakę to geje, jednak w praktyce chyba nie do końca, bo nie wierzę, żeby aż tak duża część mężczyzn była homoseksualistami, a co więcej, tak śmiało to manifestującymi. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam pudełeczko thanaki na pamiątkę.

DSC_6395 DSC_6445 DSC_6382

Mandalay to przedziwne miasto. Jest dość duże, ale w zasadzie cały czas ma się poczucie, że jedzie się przez przedmieścia. Drogi kończą się zupełnie znienacka, czasami nie ma ich w ogóle i nie raz w centrum miasta trzeba przejechać przez dziurawą, uklepaną ścieżkę. Samochody i skutery wzniecają chmury suchego, pomarańczowego pyłu, pobocza tętnią życiem, tu i ówdzie zza zakrętu wygląda czyjaś krowa. W Mandalay nauczyliśmy się cmokać na kelnerów, którzy nie reagują na żadne uprzejme i kulturalne zawołania i tam też pierwszy raz zderzyliśmy się z epidemią krwawych dziąseł, czyli powszechnym zwyczajem żucia betelu, którego resztki lądują na drodze, tworząc wszędzie czerwone, klejące kleksy. (Nieraz wdepnęłam i potwierdzam: klejące.) Wszystkie te birmańskie smaczki towarzyszyły nam przez całą podróż, lecz to, co najbardziej wyróżnia ten kraj to wspaniali, serdeczni i gościnni ludzie, których spotykaliśmy na każdym kroku.

DSC_6408 DSC_6405 DSC_6459