Skip to content

Yangon

Yangon, dawny Rangoon, zrobił na mnie wrażenie smutnego miasta. Może to dlatego, że kiedy przyjechaliśmy siąpiło deszczem, może dlatego, że przeczytałam wcześniej wstrząsający reportaż o wojskowej dyktaturze w Birmie i w każdym zaułku czułam echo konspiracji, w jakiej musieli działać Birmańczycy, aby pomóc swoim pozostawionym na śmierć rodakom w obliczu kataklizmu zaledwie kilka lat temu. Może dlatego, że piętno życia w strachu i absurdzie widać było na każdej obdrapanej ścianie, w zapuszczonych kamienicach, a pośród tego wszystkiego, w tym biednym kraju, w sercu Yangonu stoi najświętsza, birmańska stupa, której szczyt stanowi pół tony żywego złota i kamieni szlachetnych. Shwedagon, bez wątpienia największe sanktuarium Buddy w Birmie, przyciąga nie tylko rzesze turystów, ale także samych Birmańczyków, modlących się o lepsze jutro pod świątynią wartą niewyobrażalne pieniądze.
Yangon był naszym ostatnim przystankiem w Birmie. Po Wielkiej Czwórce Birmy: Mandalay, Inle, Baganie i Yangonie, nadszedł czas naszego powrotu do Bangkoku i dalszej podróży w kierunku Laosu. Mam trochę przemyśleń na temat tego pięknego i absolutnie wyjątkowego kraju, jakim jest Birma – kraju, którego naród, żyjący przez wiele lat pod twardą ręką wojskowej dyktatury, to najwspanialsi i najbardziej bezinteresowni ludzie, jakich spotkałam do tej pory na swojej drodze. Do tematu Birmy na pewno jeszcze wrócę, a tymczasem kilka zdjęć z Yangonu.

DSC_0039 DSC_0134 DSC_0159 DSC_0162 DSC_0215 DSC_0220 DSC_0226 DSC_0230 DSC_0234 DSC_0239 DSC_0243

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *