Skip to content

Bali: na północ i z powrotem

Skuterem, oczywiście! Na północ wyruszyliśmy w poszukiwaniu ryżowych pól, zielonych gór i oszałamiających wodospadów. Spakowaliśmy kilka rzeczy, duże plecaki zostawiliśmy w Ojeku i uruchomiliśmy nawigację, która w kilka minut wyprowadziła nas na manowce. Mam wrażenie, że nawet gdybyśmy jechali z zamkniętymi oczami gdzie popadnie, szanse na to, że dojechalibyśmy do celu i to w dodatku żywi, byłyby wciąż większe niż przy użyciu tego dziadostwa.

dsc_3381dsc_3384dsc_3392

Droga z Ubud na północ była bardzo malownicza, nad zielonymi polami często górowały szczyty Bratan i Catur, po drodze mijaliśmy mnóstwo pięknych domów rodem z filmu z Julią R., a słońce waliło po oczach. Jako cel pierwszego dnia obraliśmy Munduk, gdzie klepnęłam bardzo malowniczy hostel, a po drodze planowaliśmy zobaczyć wodospady Nungnung, Banyumala i jeszcze jeden, do którego w końcu nie dotarliśmy.

dsc_3399 dsc_3405

Powyżej brama wjazdowa do Handara Golf & Resort, którą zobaczyłam u Ani Błażejewskiej na Instagramie i strasznie chciałam zobaczyć ją na własne oczy. Czar starej, hinduistycznej bramy nieco prysł, gdy okazało się, że miejscowi urządzili pod nią parking i w zasadzie znajduje się tuż przy głównej ulicy, a nie ukryta hen, daleko, jak sobie wyobrażałam – ale i tak wyglądała niezwykle. Poniżej wodospad Nungnung, który odwiedziliśmy po drodze. Prowadziły do niego strasznie strome schody, których pokonanie zajęło nam kilkanaście minut w dół i dwa razy tyle w drugą stronę, ale przyjemna bryza była tego warta!

dsc_3353dsc_3373

Po zjedzeniu obiadu nad jeziorem Beratan i zaliczeniu bramy, ruszyliśmy wzdłuż niesamowitej drogi, ciągnącej się wzdłuż grani. Po obu stronach drogi Jl Munduk-Wanagiri zbocze schodzi w dół, a spomiędzy drzew wygląda zamglone jezioro Buyan. Wzdłuż tej drogi zlokalizowanych jest kilka interesujących spotów, między innymi wodospad Banyumala, który zwalił nas z nóg.

dsc_3444 dsc_3453 dsc_3475 dsc_3495 dsc_3485 dsc_3505

Do Munduk dojechaliśmy, gdy słońce akurat zaczynało zachodzić już za okoliczne wzgórza. Widok z hostelu, który znalazłam kilka dni wcześniej, okazał się równie zacny co na zdjęciach, ale w pełni doceniłam go dopiero podczas wschodu słońca i śniadania na tarasie.

dsc_3572 dsc_3600 dsc_3587

Na początku drugiego dnia jakimś cudem namówiłam Oliego na rajd po polach ryżowych. Cudem, bo pól ryżowych miał już po dziurki w nosie i naprawdę trudno było zachować entuzjazm przy jego cierpiętniczej minie. Och-jakie-piękne-pole-ryżowe-o-wiele-bardziej-zielone-niż-siedem-ostatnich.

dsc_3627 dsc_3603 dsc_3638 dsc_3633dsc_3651 dsc_3662 dsc_3670

Udało nam się zobaczyć także wodospad Git Git i Aling Aling, jednak muszę powiedzieć, że przy Banyumali wymiękają totalnie. Nie wiem nawet, gdy posiadam jakieś konkretne zdjęcia – wodospady niby takie fotogeniczne, ale jakoś nie umiem się z nimi obchodzić.

dsc_3717

Do Sekumpul nie dojechaliśmy, mimo że próbowaliśmy. Podążaliśmy za znakami na Sekumpul przez kilkanaście kilometrów. Wreszcie jest napis, brama, są i biznesmeni, którzy mówią nam, że wjazdu nie ma, trzeba zostawić skuter i zakupić u nich „wycieczkę”. Jak to nie ma? – pytamy. Przez kilka minut usiłują nam wmówić, że istnieje zakaz, choć żadnego znaku nie ma, więc wkurzona ruszam pieszo. Oliwer do mnie dołącza, ale po chwili jednak wraca po skuter i nie zważając nagabywanie, skręca w drogę do Sekumpul, zgarnia mnie po drodze – i jedziemy. Po chwili hostel, domostwa, wszędzie skutery, jedziemy tak kilka kilometrów, rozglądamy się za jakimkolwiek zjazdem na wodospad, robimy wielkie kółko i… dojeżdżamy do drogi, na której już byliśmy. Przez długi czas kręcimy się w te i wewte, wjeżdżając w jakieś ślepe uliczki i poddajemy się. Znaków na Sekumpul nie ma. Chcecie zobaczyć wodospad? Zapłaćcie naciągaczowi albo wynajdźcie w internetach dokładną instrukcję. My, raczej zniesmaczeni, zrezygnowaliśmy z próby dotarcia do Sekumpul i ruszyliśmy w kierunku Gunung Batur z lekkim poślizgiem w czasie – zmierzch był tuż tuż, a do Ubud zostały nam dwie godziny jazdy. Z krótką przerwą na podziwianie niezwykłego trio: wulkanu Batur, jeziora Batur i góry Agung, dotarliśmy do Ubud cali i zdrowi. Piękny wypad!

dsc_3761 dsc_3773

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *