Skip to content

Tentena i o Centralnym Celebesie słów kilka

Autobusy w centralnej części Sulawesi to istny koszmar. Nie ma dla nich zbyt wielu alternatyw, szczególnie przy niewygórowanym budżecie. Chcąc podróżować na północ można A) jechać starym, rozklekotanym autobusem, w którym mężczyźni (włącznie z kierowcą) kopcą w środku papierosy i który zatrzymuje się co dwie godziny na godzinę (czasem na nudle, a czasem na odcinek indonezyjskiej opery mydlanej – autentyk!), w którym siedzenia są ciasne, a okna dziurawe, B) nająć prywatny samochód od miejscowego, wraz z kierowcą, który zawiezie Cię tam, gdzie chcesz, w cenie kilkukrotnie przekraczającej koszt biletu autobusowego, co w sumie nie gwarantuje szybszego dotarcia, bo nigdy nie wiesz, czy kierowca nie będzie chciał po drodze odwiedzić stryjecznej kuzynki.
Gdy więc Franciska załatwiła nam autobus z Rantepao do Tenteny, który zgarnął nas z ulicy, przez kilkanaście minut łudziłam się, że to tylko tymczasowe – że jedynie zbierają nas jakimś rzęchem, żeby potem podstawić normalny autobus. Przecież plecaki nie będą jechały rzucone na tylne siedzenia, w tym oknie jest dziura i w ogóle to wszystko wygląda jak pomyłka, więc musi być pomyłką. Po godzinie uświadomiłam sobie, że spędzę w tym autobusie najbliższe 18 godzin, a sytuacji bynajmniej nie ratował ogromny pająk, przechadzający się beztrosko po siedzeniu innego pasażera. Informacja z wikitravel o tym, że autobusy pokonują ten dystans w 10 godzin jest co najmniej optymistyczny.

DSC_5470

Mniej więcej takimi drogami autokar przedzierał się na północ. W Tentenie autobus wyrzucił nas w środku nocy gdzieś przed miastem, na dziwnym rozjeździe dróg. Gdyby nie dwóch miejscowych, którzy zapewne na wypadek turystów czekali, aż autobus przyjedzie, zostalibyśmy tam w ciemności do końca świata. Zatrzymaliśmy się w jedynym chyba hotelu w Tentenie, Victory Hotel, prowadzonym przez bardzo miłą i ogarniętą Noni. Plany na okolice Tenteny były wzniosłe – chcieliśmy wybrać się na dzień/dwa do Parku Narodowego Lore Lindu, co jednak okazało się kompletnie nieosiągalne finansowo, a także nieszczególnie sensowne. Postanowiliśmy pozwiedzać więc Tentenę i okolice na skuterze, wybraliśmy się obejrzeć wodospad Saluopa, przejechaliśmy się wzdłuż wybrzeża pięknego jeziora i byliśmy gotowi do dalszej drogi.
Tentena, podobnie jak Rantepao, jest chrześcijańskim regionem, ale ma za sobą dość krwawą historię – i to zresztą całkiem świeżą – konfliktów z muzułmańskimi mieszkańcami okolic. Obecnie od 10 bodajże lat jest już tam spokojnie, ale czułam się tam dość dziwnie, szczególnie po zobaczeniu poniższego billboardu. Do dziś nie dowiedzieliśmy się do końca, o co chodzi, a wciąż trochę straszy w folderach.

DSC_5538DSC_5344 DSC_5351 DSC_5398 DSC_5406 DSC_5420 DSC_5425 DSC_5465 DSC_5459

Tentenę wspominam z jednej strony jako bardzo dziwne miejsce z urokliwym jeziorem, a z drugiej bardzo ciepło, bo to właśnie tam okazało się, że zobaczymy się z moim bratem w Malezji. Pewnego wieczoru siedzieliśmy sobie na tarasie przed pokojem, czytając książki i czatując z rodzinką. Adaś napisał, że wyrwałby się gdzieś pod koniec wakacji, więc rzuciłam niewinne „Hej, wpadaj do Malezji na ostatnie dwa tygodnie naszej podróży, będzie intensywnie!” i… po 10 minutach Adam miał kupiony bilet do Kuala Lumpur. Cieszyłam się jak głupek, a wszystko rozegrało się tak szybko, niespodziewanie i zabawnie, że śmialiśmy się z tego jeszcze wiele dni.

DSC_5441 DSC_5447 DSC_5474 DSC_5492 DSC_5508 DSC_5500 DSC_5511 DSC_5522

Ogólnie rzecz biorąc, opisałabym centralne Sulawesi jako kierunek wymagający. Nie ma tu furtki ucieczki na wypadek, gdyby się człowiek przestraszył, że jest inaczej, że jest trochę obco, trochę dziwnie, że oprócz zachwycającej przyrody, nie ma tu nic ładnego. Brak autokarów VIP, internet pojawia się czasami, wszechobecnej gdzie indziej indonezyjskiej „Żabki” – szukać tutaj ze świecą. Czasem nawet ciężko zjeść coś, co nie wygląda podejrzanie. Całe Sulawesi jawi się w naszych wspomnieniach jako jeden wielki kontrast. Z jednej strony ludzie serdeczni, uprzejmi, chętni do pomocy, z drugiej nachalni mężczyźni i brak poczucia bezpieczeństwa. Kiedy już jesteś na Celebesie, nie masz wyboru – musisz tu byćobcować z ludźmi, którzy nie zawsze ci się podobają, a czasem przerażają, korzystać ze środków transportu, które nie wzbudzają w tobie zaufania, lecz stresują, a wszystko to koniec końców i tak wspominasz z czułością i uśmiechem na ustach. Nawet tego wielkiego pająka w autokarze. Nawet tę dwudziestoczterogodzinną podróż pod przeciekającą szybą. Wszystko.

Tentena była naszym ostatnim etapem przed skokiem na Togeany, więc w kolejnym wpisie kierunek: najpiękniejsze na świecie odludzie!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *