Skip to content

Ten gość wygląda znajomo, czyli Kuala Lumpur

W połowie naszego pobytu na Sulawesi, a przed wypłynięciem na odcięte od świata Togeany, siedzieliśmy sobie na ganku przed naszym pokojem w Tentenie, chrupaliśmy jakieś lokalne przekąski i korzystaliśmy z deficytowego na tej wielkiej wyspie towaru, jakim był porządny internet. Czatowałam właśnie ze swoim bratem, z którym podróżowałam rok wcześniej, i kiedy żalił się trochę, że wyskoczyłby gdzieś na zakończenie wakacji, niewinnie zażartowałam, żeby wpadał do Kuala Lumpur, skąd mieliśmy zacząć ostatni, dwutygodniowy etap naszego tripu. Pięć minut później miał kupiony bilet.

DSC_7448

W Kuala Lumpur głównie jedliśmy i kręciliśmy się po straganach. Odwiedziliśmy Park Ptaków (sympatyczny, ale bez fajerwerków) i kilka innych miejsc, ale w zasadzie większą część czasu cieszyliśmy się jak głupki do sera, że się spotkaliśmy. Ale największa jaja miały się dopiero zacząć!

20161001_102800
DSC_7502 DSC_7528 DSC_7538 DSC_7534 DSC_7541 DSC_7553 DSC_7581 DSC_7569 DSC_7628 DSC_7592 DSC_7625 DSC_7619 DSC_7652 DSC_7683

Najśmieszniejsze w całym przyjeździe Adama (oprócz tego, że przyjechał na dwa tygodnie z plecaczkiem wielkości tornistra – na tyle małym, że gdy spotkaliśmy się na lotnisku, pierwszym, o co zapytaliśmy było „gdzie Twój plecak?”) było to, że w Kuala Lumpur mieliśmy spotkać się z Boczkiem, z którym Adam i Oliwer przeżyli już (moim skromnym zdaniem za) dużo i uznaliśmy, że bardzo zabawnym pomysłem byłoby zatajenie spontanicznego przyjazdu Młodego przed Boczkiem. Wyobraźcie sobie, że spokojnie siedzicie sobie w centrum Kuala Lumpur, jedząc przeciętne, chińskie nudle, a tu przy stoliku obok, jak gdyby nic, siedzi Wasz kumpel i popija piwo. Tak było.

Boczek2-2 Boczek4-2 Boczek3-2DSC_7700DSC_7705

Większą już ekipą uderzyliśmy w wieczorne Kuala Lumpur, wjechaliśmy na KL Tower, objedliśmy się pysznościami, a następnego dnia ruszyliśmy w kierunku Taman Negara. Do zobaczenia w dżungli!

DSC_7472 DSC_7471 DSC_7442 DSC_7467 DSC_7457 DSC_7486 DSC_7432 DSC_7744

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *