Skip to content

Miasto zakazów

W Singapurze zatrzymaliśmy się zdecydowanie za krótko. Choć odwiedziliśmy wiele kluczowych lokalizacji, to zmęczenie dało nam popalić, a stopy nadawałyby się już tylko do amputacji, gdybyśmy kilka razy nie ulżyli sobie metrem czy uberem. Do miasta dostaliśmy się drogą lądową, autobusem z Melakki, a przeprawa przez granicę i odprawę celną była absolutnie najdłuższą, jakiej doświadczyłam. Pozbyliśmy się kilku paczek ręcznie kręconych papierosów z Birmy (błąd strategiczny – o ograniczeniach singapurskich wiedzieliśmy wcześniej, ale na początku podróży zupełnie zapomnieliśmy o Singapurze, majaczącym gdzieś w oddali naszego długiego wyjazdu), jakoś udało nam się uniknąć kary śmierci i z lekkim uczuciem adrenaliny wjechaliśmy do tego przedziwnego, niesamowitego państwa-miasta.

DSC_9506
DSC_9522
DSC_9509

Zatrzymaliśmy się w jednym z tańszych hosteli w dzielnicy hinduskiej. Jadaliśmy niewiele i najtaniej, jak się dało, chodziliśmy piechotą, korzystaliśmy z metra, okazjonalnie ubera (który w większych miastach Azji jest super tanią i wygodną alternatywą dla taksówek!), a w programie mieliśmy same standardy: oceanarium, ogrody z Avatara, singapurski Manhattan i Chinatown.

DSC_9179 DSC_9197 DSC_8671 DSC_8777 DSC_8821 DSC_8978 DSC_9024 DSC_9027 DSC_9033DSC_9066DSC_8691

No cóż, nie jestem specjalistą od nocnej fotografii. Pierwsze nasze spotkanie z Gardens by the Bay zdarzyło się wieczorem, kiedy udaliśmy się pod wielkie drzewa, aby zobaczyć świetlny spektakl. Muszę przyznać, że drzewa robiły na mnie ogromne wrażenie oświetlone w standardowy sposób, a kiedy dodatkowo zaczęły mienić się wszystkimi kolorami, a muzyka filmowa rozbrzmiała w ciemną noc, no łzy stanęły mi w oczach, coś pięknego! (Chłopcy trochę się śmiali z tych moich wzruszeń, ja uważam, że wszystkiemu jest winna muzyka, ale jakby nie było, efekt porażający. Polecam na oczyszczenie duszy!)

DSC_9077 DSC_9084 DSC_9088 DSC_9093 DSC_9167 DSC_9106 DSC_9096 DSC_9161

Kolejnego dnia wróciliśmy, aby zobaczyć atrakcje Gardens by the Bay, do których wejściówkę zdobyliśmy dzięki Boczkowi po super przecenie (jakiś azjatycki groupon, warto poszukać!). Pierwsze kroki skierowaliśmy do wielkiej kopuły, w której zamknięto wszystkie rośliny świata. Kopuły są w zasadzie dwie, jedna „standardowa”, gdzie można pooglądać wszelkiego rodzaju rośliny niewymagające ekstremalnych warunków, druga, zwana „Cloud Forest” to wielka bańka przepełniona chłodną parą wodną, imitująca klimat lasów mglistych, rzadkiego rodzaju lasu tropikalnego, stanowiących zaledwie 1% lasów całego świata. Zwiedzając kopuły co rusz pojawiają się informacje na temat ochrony środowiska i przyszłości planety. Plusik!

DSC_9209 DSC_9215 DSC_9234 DSC_9246 DSC_9255 DSC_9286 DSC_9291 DSC_9300 DSC_9332 DSC_9345 DSC_9360DSC_9375 DSC_9392 DSC_9414 DSC_9444 DSC_9397

Wróciliśmy jeszcze do ogrodów, aby przejść się po kładce i przyjrzeć się wszystkiemu w świetle dziennym. Z kładki widać linię singapurskiego centrum biznesowego, Marina Bay Sands, a przede wszystkim mnóstwo zieleni i cały „drzewiasty” teren z góry. Kapitalna sprawa!

DSC_9465 DSC_9491 DSC_9480 DSC_9470 DSC_9530 DSC_9509 DSC_9537 DSC_9547 DSC_9550 DSC_9545 DSC_9542 DSC_9544DSC_9480

Podsumowując, Singapur jest wyjątkowym celem na city break. Jest kompletnie innym miastem niż te, w których byłam i te, które znam na co dzień. Podczas dwudniowego pobytu tam człowiek jest bombardowany niespodziankami i zaskakującymi rozwiązaniami. Singapurczycy nie pchają się do metra, tylko stoją za specjalnie (!) wyznaczonymi liniami, czystość na ulicach aż bije w oczy, a PKB na mieszkańca bije światowe rekordy. Karą za wandalizm czy włamania jest chłosta i to całkiem na serio – od 2012 roku wychłostali około 2,5 tysiąca osób. Oficjalnie zakazane jest palenie papierosów w miejscach publicznych (przy czym zakaz ten rzeczywiście działa w przeciwieństwie do realiów polskich), mandatem karana jest żucie gumy, plucie, chodzenie na golasa po własnym mieszkaniu (najlepsze!) czy niespłukanie wody w ubikacji publicznej. Wszystko jest tutaj potwornie drogie, dlatego Singapur nieszczególnie jest rajem dla podróżnych o niskim budżecie, ale zdecydowanie da się zwiedzić Singapur niskobudżetowo, co też gorąco polecam, bo totalnie inna bajka!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *